Słowo i Życie nr 3/2006


Maciej Pietraszczyk

Czy Zbawiciel narodził się 25 grudnia?

Czy Święta Narodzenia Pańskiego (taka jest tradycyjna i poprawna nazwa tych Świąt) powinny być obchodzone w grudniu czy w innym terminie? Kiedy właściwie fakt ten miał miejsce? Dyskusja na ten temat jest trochę bez sensu, gdyż chodzi o wspominanie samego faktu zejścia Boga do ludzi, a nie o najmądrzejszą nawet analizę, kiedy dokładnie to było. Osobiście mogę te Święta obchodzić w lipcu, nie ma to dla mnie znaczenia. Mimo to chcę wykazać, że taki a nie inny termin wynika nie z jakichś dziwnych historycznych manipulacji, ale jest mocno osadzony w tradycji hebrajskiej i symbolice judaistycznej oraz w Nowym Testamencie i tradycji wczesnego Kościoła.

Fakty
Co o historii Narodzenia mówi Pismo? Kiedy Zachariasz pełnił służbę kapłana w Świątyni, anioł zapowiedział mu, że będzie miał syna (Łk 1:5-22). Służba kapłana trwała rok i przez ten czas Zachariasz nie miał żadnego kontaktu z żoną. „A gdy minęły dni jego służby, (Zachariasz) odszedł do domu swego. A po tych dniach Elżbieta, żona jego, poczęła" (Łk 1:23-24). Tekst wyraźnie mówi, że poczęcie Jana nastąpiło bezpośrednio po zakończeniu służby kapłańskiej przez Zachariasza. Zmiana kapłanów następowała na przesilenie jesienne. Po rocznej abstynencji aktywność małżeńska Zachariasza musiała być olbrzymia. Skąd możemy być pewni, że przez ten rok, kiedy nie widział żony, Zachariasz nie miał kogoś na boku? Bo z cudzołożnikiem anioł by nie rozmawiał. Zresztą zaświadcza o tym tekst biblijny (Łk 1:6). Albo przyjmujemy tekst biblijny za prawdę, albo darujmy sobie jakiekolwiek rozważania na ten temat.

Sześć miesięcy później w Nazarecie anioł zwiastuje Marii (Łk 1:26-38). Maria, nie wiedząc, czy słowa anioła już się spełniły, czy nastąpi to później, wybiera się z wizytą do Elżbiety (Łk 1:39). Elżbieta pozdrawia ją jako matkę Zbawiciela (Łk 1:42-55). Z ich rozmowy wyraźnie wynika, że Maria już jest w ciąży i Elżbieta wie o tym. Słowa Elżbiety są dla Marii potwierdzeniem, że anioł, który zapowiedział jej narodzenie Zbawiciela, nie był złudzeniem ani snem, ale faktem. Niewykluczone, że Maria, która – jako kuzynka Elżbiety – wiedziała o objawieniu Zachariasza i cudzie ciąży jego żony, postanowiła zapytać tych dwoje, co sądzą o jej wizji. Odpowiedź otrzymała od razu, na „dzień dobry” w drzwiach. Reakcją na to jest „Magnificat”, jeden z najwspanialszych hymnów pochwalnych.

Maria była u Elżbiety „około trzech miesięcy, po czym powróciła do domu swego” (Łk 1:56-57). Czyli prawie do narodzin Jana. Obecność przy porodzie mogłaby bowiem zaszkodzić Marii i jej dziecku.

"I stało się w owe dni, że wyszedł dekret cesarza Augusta, aby spisano cały świat" (Łk 2:1). 

W owe dni”, czyli w czasie, w którym toczy się akcja opowieści. Trzeba pamiętać, że starożytne pojęcie czasu nie miało charakteru matematyczno-fizycznego, ścisłego. Daty podawano na ogół w przybliżeniu. Ponadto przekazanie dekretu z Rzymu do Jerozolimy wymagało tygodnia albo dwóch. Rozkazy cesarskie należało wykonywać niezwłocznie i nawet zaawansowana ciąża nie zwalniała z tego obowiązku. Musimy więc przyjąć, że wyprawa do Betlejem nastąpiła nie później, niż w szóstym miesiącu ciąży. Gdyby to nastąpiło później, wędrówka piesza lub nawet na grzbiecie osła mogłaby się skończyć śmiercią zarówno matki, jak i dziecka. Z drugiej strony Józef nie wytłumaczyłby się z półrocznej zwłoki w wykonaniu cesarskiego rozkazu.

W czasie pomiędzy powrotem Marii do Nazaretu a wyprawą do Betlejem nastąpiło kilka ważnych wydarzeń: ślub z Józefem, zorientowanie się Józefa, że Maria jest ciężarna, podjęta przez Józefa i udaremniona przez anioła próba ucieczki. To przecież trwało dłużej niż dwa tygodnie. Samo przygotowanie ślubu to minimum miesiąc. Zatem możemy przyjąć, że do Betlejem małżonkowie ruszyli, gdy Maria była mniej więcej w szóstym miesiącu ciąży. Podróż Józefa z Marią w zaawansowanej ciąży (Łk 2:4) do Betlejem mogła trwać nawet dwa tygodnie. Spis też wymagał czasu, urzędnik przeprowadzał go w skupieniu i z namaszczeniem. Swoje trzeba było odczekać. Trzeba też pamiętać, że Maria nie była w stanie odbyć podróżny powrotnej. A ponadto późniejszy powrót chronił ją przed plotkami. Ślub, podróż do Betlejem i pobyt w nim zajęły zatem Józefowi i Marii około trzech miesięcy. I w grocie, służącej za stajnię, gdzie się schronili, nastąpił poród – w sześć miesięcy po narodzinach Jana Chrzciciela, dziewięć miesięcy od Zwiastowania i piętnaście miesięcy od powrotu Zachariasza do domu po służbie kapłańskiej.

Daty

Zmiana służby kapłańskiej następowała w okolicach przesilenia jesiennego, po święcie Jom Kippur. Zachariasz wrócił zatem do domu około 25 września. „A po tych dniach Elżbieta, żona jego, poczęła” (Łk 1:24).

Po sześciu miesiącach anioł zwiastuje Marii - około 25 marca.

Trzy miesiące później rodzi się Jan Chrzciciel - około 25 czerwca. (Znamy tę datę? Tak, to Noc Świętojańska!).

Sześć miesięcy później rodzi się Jezus - około 25 grudnia. Celowo piszę, „około”. W języku biblijnym „miesiąc” nie znaczy dokładnie 30 dni, tylko "około miesiąca". A przede wszystkim nie był to grudzień. Nasze wyliczenia trzeba bowiem odnieść do kalendarza hebrajskiego.

Ostatnim akcentem hebrajskiego roku liturgicznego, kończącym zmianę kapłańską, jest do dziś Święto Tory (Simchat Torah). Jest to zarazem ostatni dzień ciągnącego się przez blisko miesiąc liturgicznego bilansu:
  • Rosz Haszannah (Nowy Rok) – 1-2 miesiąca tiszri
  • Jamim Noraim (Dni Żalu) – 3-9 tiszri
  • Jom Kippur (Dzień Sądu) – 10 tiszri
  • Sukkot (Święto Szałasów) – 15-21 tiszri
  • Shemini Atzeret (Święto Ósmego Dnia) – 22 tiszri
  • Simchat Torah (Święto Tory) – 23 tiszri, kiedy to następuje przypomnienie Prawa i powrót do codziennego życia.

24 tiszri, po zakończeniu świąt, ustępująca zmiana kapłanów wyruszała do swoich domów.

Zachariasz przywitał się więc ze swoją żoną Elżbietą 25 tiszri. Można założyć, że Jan został poczęty tego samego dnia, a raczej nocy.

Sześć miesięcy później zostaje poczęty Jezus. Było to w miesiącu adar, upamiętniającym śmierć Mojżesza na górze Tabor (skąd oglądał Ziemię Obiecaną) i ocalenie Izraela przez królową Esterę (święto Purim). 

Po trzech miesiącach rodzi się Jan Chrzciciel. Jest siwan - miesiąc, w którym Mojżesz na Górze Synaj otrzymał kamienne tablice i ogłosił Izraelowi Prawo. Trzy miesiące od Purim, to prawie idealnie święto Szawuot, rocznica nadania Prawa. Jan był tym, który przypominał o Prawie.

Po kolejnych sześciu miesiącach mamy wreszcie narodziny Jezusa. W 15 miesięcy od 25 tiszri jest Chanuka - Święto Świateł, upamiętniające poświęcenie Świątyni. Czyniono to trzy razy i tak się składało, że zawsze był to ten sam dzień kalendarza: 25 kislew (burzono ją też zawsze tego samego dnia: 8 aw). Pierwsze jej poświęcenie miało miejsce za czasów Salomona - spadł wtedy ogień z nieba, który rozpalił wieczny stos ofiarny. Kolejne było po powrocie z niewoli babilońskiej i odbudowaniu jej przez Nehemiasza - tym razem również stos rozpalił się bez udziału człowieka. W miejscu ukrycia węgli z pierwszego ołtarza ludzie Nehemiasza odkryli wodę, którą Nehemiasz kazał polać drewno na ołtarzu. Drewno zapaliło się, a Nehemiasz znalezioną wodę nazwał wodą oczyszczenia - neftar. Trzecie poświęcenie było po sprofanowaniu Świątyni. Zapas oliwy do lamp palących się przed Świętym Świętych był za mały. Juda Machabeusz, wódz powstania przeciw Grekom, kazał wlać to, co jest, i szybko robić nowy zapas. Lampy paliły się aż osiem dni, tyle, ile trzeba było do wyprodukowania nowej oliwy. Dlatego w Chanukę przez osiem dni każdego dnia zapala się kolejną lampę w ośmioramiennym świeczniku - w ten sposób światło pokonuje ciemność.

 

Prawdziwa światłość

Czy to nam czegoś nie przypomina? Jan - najbliższy przyjaciel Jezusa i Jego umiłowany uczeń - wyraźnie pokazuje związek między Chanuką a Jezusem. Ewangelia Jana zaczyna się słowami:

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało.
W nim było życie, a życie było światłością ludzi.
A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła.
Wystąpił człowiek, posłany od Boga, który nazywał się Jan.
Ten przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy przezeń uwierzyli.
Nie był on światłością, lecz miał zaświadczyć o światłości.
Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat".

Sam Jezus powiedział o sobie, że jest nową Świątynią (J 2:19-20). I mógł tak powiedzieć, bo narodził się w rocznicę powstania Świątyni, w święto Chanuka, 25 dnia miesiąca kislew. Chanuka była zapowiedzią Jego przyjścia.

Bóg lubuje się w paralelach. O powtarzających się datach wyświęcania i burzenia Świątyni już wspomniałem. Dodam jeszcze, że ofiara Jezusa miała miejsce w Paschę (stąd porównanie Go do baranka paschalnego, którego krew ratuje przed śmiercią), a wylanie Ducha Świętego nastąpiło w Szawuot - rocznicę nadania Prawa. Oczywistym jest w takim razie, że Nowa Świątynia ciała Jezusa musiała powstać w rocznicę budowania tych poprzednich. Dlatego też druga Świątynia została zburzona - nie była już potrzebna.

Świadectwo o Mesjaszu

Prześledźmy raz jeszcze te zbieżności: 

  • Święto Ósmego Dnia i Święto Tory – zostaje poczęty Jan;
  • Pamiątka wejścia do Ziemi Obiecanej (i śmierci Mojżesza) oraz Purim - Święto Ocalenia przez mądrą królową oraz przeddzień Paschy, święta Wyjścia z niewoli egipskiej - Anioł zwiastuje Marii, Maria zachodzi w ciążę;
  • Święto Nadania Prawa - rodzi się Jan, prorok, który wzywa do nawrócenia;
  • Święto Świateł - rodzi się Jezus - Światłość Świata.

Bóg powiedział wszystko bardzo wyraźnie. Tylko tak ulokowana chronologia ma sens w kontekście wydarzeń Starego Testamentu, składającego świadectwo o Mesjaszu. Poszczególne zdarzenia historii Narodzenia nabierają duchowego sensu dopiero w zestawieniu z wydarzeniami historii Narodu Wybranego, obchodzonymi jako święta.

Można by się dopatrywać w tym celowego działania ewangelisty, który w celu przekonania Żydów dał takie zestawienie i taką chronologię. Jest tylko jeden problem. Historię Narodzenia Jana Chrzciciela mamy tylko u Łukasza, który pisał dla pogan, głównie Greków. Łukasz prawie wcale nie wspomina o żydowskich świętach. Poza Paschą nie zna innych świąt. Tradycja hebrajska jest mu obca.

Ani Mateusz, ani Jan, piszący dla Żydów nie rozwijają tej kwestii. Czemu? Prawdopodobnie w ówczesnym Izraelu te fakty były powszechnie znane. Istotniejsze było wypełnienie proroctw, a nie symbolika dat. Jan jednakże we wstępie do swej Ewangelii wyraźnie nawiązuje do symboliki Chanuki. On nie wykazuje, że Jezus urodził się w Chanukę. On wskazuje już tylko konsekwencje tego faktu: że Syn Boży jest prawdziwym światłem, które zastąpi chanukowy świecznik.

Pasterze w grudniu?

Pozostaje jeszcze problem pasterzy na polu, którzy według niektórych nie mogli wypasać trzody w grudniu, gdyż jest to pora deszczowa. Argument taki łatwo jednak zbić. W Anglii i Szkocji od wieków hodowana jest rasa owiec, zwana szetlandzką, którą wypasa się przez okrągły rok. Nie wiemy, jakie gatunki zwierząt wypasali pasterze Judei.

Nie jest też nigdzie powiedziane, że zwierzęta były na pastwisku. Mowa jest tylko, że „przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą”. W ówczesnym Izraelu pasterze byli uznawani za nieczystych. Nie wolno było np. brać ich na świadków w sądzie. Nie mogli też przebywać pośród „czystych” Żydów, aby nikt się od nich przypadkiem nie pokalał. Z tych samych względów istniał obowiązek trzymania poza miastem zwierząt hodowlanych. Zwierzęta wcale nie musiały być na pastwiskach. Mogły być ukryte w grotach, podobnych do tej, w której narodził się Pan. Ktoś musiał jednak ich pilnować i doglądać, podawać paszę, chronić przed złodziejami i drapieżnikami. Robili to pasterze, którzy na zmianę „przebywali w polu (...) i trzymali straż nocną nad swoją trzodą”. Podnoszący ten argument dla zakwestionowania grudniowej daty Narodzenia Pańskiego polemizują jedynie z własną interpretacją Pisma, nie mającą nic wspólnego z realiami starożytnego Izraela.


Kislew czy grudzień?

Miesiąc kislew wypada na przełomie grudnia i stycznia, a 25 kislew najczęściej lokuje się w okolicach 6 stycznia (Święto Objawienia Pańskiego i… prawosławne Boże Narodzenie!). Jak to się więc stało, że 25 kislew stał się 25 grudnia? To akurat jest dość proste.

Pierwsze relacje o obchodzeniu pamiątki Narodzenia Pańskiego datowane są na początek IV wieku. Było ono wówczas traktowane jako przeciwwaga dla pogańskiego kultu Słońca, ale to akurat nie zbrodnia. Zasada inkulturacji, czyli odwoływania się w pracy misyjnej do tradycji miejscowej, obowiązywała już za Mojżesza, który w pogańskie formy religijne wyniesione z Egiptu wlał zupełnie nowe treści duchowe. Podobnie ustanowienie Chanuki, którą Jezus obchodził (J 10:22), było w pewnym sensie kontrą rabinów z II wieku p.n.e na rozprzestrzeniające się kulty hellenistyczne.

Skoro w IV wieku ktoś napisał o obchodzeniu Świąt, musiał to już być wówczas zwyczaj dość rozpowszechniony. Dlaczego jednak tak późno, skoro na przykład Wielkanoc obchodzono praktycznie od razu?

Boże Narodzenie też obchodzono od razu, ale jako Chanukę. Większość pierwszych chrześcijan to byli Żydzi. Oprócz przepisów rytualnych zachowywali wszelkie święta i obrzędy, tyle że nadawali im nowe znaczenie. Tak więc Pascha była dla nich także rocznicą śmierci i Zmartwychwstania Jezusa (zresztą pierwotną nazwę to święto zachowało w chrześcijaństwie do dziś), Szawuot był wspomnieniem Wylania Ducha, a w Chanukę dziękowali za przyjście Zbawiciela jako prawdziwej Światłości. Warto zauważyć, że sposób obchodzenia Chanuki do złudzenia przypomina tradycję bożonarodzeniową. Jest uroczysta kolacja w wieczór poprzedzający, jest symbolika świateł, są życzenia i prezenty. A więc nie tylko data, nie tylko symbolika, nie tylko wymiar duchowy, ale także zwyczaje i forma świętowania są wspólne. Kto z nas zdaje sobie sprawę z tego, że sama wieczerza wigilijna nie jest niczym innym, jak pozostałością hebrajskiego (a nie pogańskiego) zwyczaju rozpoczynania świąt w poprzedzający je wieczór?

Jednak w 70 roku w Judei wybuchło antyrzymskie powstanie, które skończyło się rzezią i zburzeniem Świątyni. Ponieważ część chrześcijan wzięła udział w buncie, nie doszło - mimo sporów - do otwartej wrogości między chrześcijaniami a resztą Żydów i nadal obchodzono wspólne święta. Ale w roku 132 wybuchło kolejne powstanie pod wodzą Szymona Bar Kochby. Początkowo żydowscy chrześcijanie poparli je, ale kiedy Bar Kochba ogłosił się Mesjaszem, odstąpili od niego. Rabini uznali to za zdradę i nałożyli na chrześcijan klątwę. Od tej pory żaden chrześcijanin nie może uważać się za Żyda. Wspólne święta przestały być możliwe. Po pierwsze, nie chcieli tego Żydzi. Po drugie, chrześcijanie pochodzenia rzymskiego i greckiego zdawali sobie sprawę, że wspólne świętowanie z politycznie podejrzanymi Żydami mogło sprawić, że oni także będą dla władz rzymskich podejrzani. Zaczęto świętować osobno.

Pierwotnie prawdopodobnie próbowano robić Chanukę dla nie-Żydów, ale trudno oczekiwać, żeby Grek, nawet wyznający Jahwe, cieszył się z opowieści, jak Żydzi zmasakrowali grecki garnizon w Jerozolimie. Zaczęto więc pomijać chanukowe źródła, a skupiono się na historii Narodzenia. Z Chanuki została kolacja, prezenty i symbolika świateł. Dostosowano też nową formę święta do rzymskiego kalendarza, przesuwając 25 kislew na 25 grudnia. Było to tym bardziej celne posunięcie, że uniemożliwiono w ten sposób dwulicowcom uczestniczenie jednego dnia w świętach chrześcijańskich, a kilka dni później w pogańskich. Teraz trzeba było wybierać.

Zaczął się proces dejudeizacji i poganizacji chrześcijaństwa, którego początki widać już w tekstach Łukasza. Jego owocem w XX wieku była też niestety doktryna Deutsche Chistianismus, odcinająca się od Starego Testamentu i uzasadniająca Holocaust.

Poniekąd ciągiem dalszym tego procesu są słuszne w założeniach próby depoganizacji chrześcijaństwa, czynione jednak bez znajomości tradycji hebrajskiej i zrozumienia żydowskich korzeni, treści i symboliki Nowego Testamentu. A przecież najlepszy krzew odcięty od korzeni więdnie. Tak też więdnie Kościół odcięty od judaizmu. Na szczęście po dwóch tysiącach lat powraca świadomość chanukowej symboliki Bożego Narodzenia. To jest cud, ale dla nas cuda to przecież codzienność.

źródło: http://www.kosciol.pl/. Tytuł oryginalny: Dwudziesty piąty, ale nie grudzień, czyli kiedy narodził się Zbawiciel? Wykorzystano za pozwoleniem.
Copyright © Słowo i Życie 2006
Słowo i Życie - strona główna